środa, 26 września 2012

26.09

Blog ma rok !!! Przegapiłabym te Isze urodziny. Gdy rok temu pisałam Iszego posta było późne lato za oknem. Dziś jest jesień w pełnej krasie. Okoliczności przyrody mi sie nie synchronizowały i myślałam już że przegapiłam tą rocznicę, będąc w Polsce. Ale udało mi się. Wczoraj popatrzyłam na Milana, tak dogłębnie matczynym okiem i uświadomiłam sobie jaki On już duży. Weszłam w archiwum bloga i przeleciałam przez parę wtedy długich miesięcy. Dla odświeżenia, żeby powspominać, pomyśleć. I uświadomiłam sobie po raz kolejny, co jest zaskakujące, bo jest to rzeczą oczywistą że czas szybko leci, że każda chwila, nowy dźwięk, słówko, minka ... każda czynność raz tylko w życiu Milana była pierwsza. Nigdy więcej już nie wyjdzie mu Iszy ząbek, nie będzie już Iszy raz sam jadł, stawiał Iszych kroków. Już nie będzie tej Celebracji i Gloryfikacji w wielu aspektach Jego życia. Dlatego bardzo się cieszę że mam to moje miejsce w sieci, tymbardziej że bardzo je lubię. Dziękuję Wam Czytelnikom za odwiedziny, Wirtualnym Koleżankom za rady i komentarze. Z okazji tych urodzin, życzę Wam abyście chętnie tu wracali i zaglądali ... a w przełożeniu na wersję egoistyczną życzę sobie weny przy klawiaturze, szybkości, składności i pomysłowości ... myślę, że to trafiony synonim :):):)
U nas jak już wspomniałam jesień :( Nawet bardzo deszczowa. Milan się cieszy, ja nie. Biegać muszę za Nim po tych kałużach, samo ubranie Go na dwór a adekwatny do pogody uniform mnie męczy a co dopiero konfrontacja z Jego niespożytymi zasobami energii. W celu wyładowania chodzimy do przedszkola. Milan jest teraz zuch przedszkolakiem :) Bardzo ładnie się bawi, dzieli się zabawkami, Młodszym Dzieciom, które nie chodzą jeszcze przynosi zabawki. Ma gest :) A co najważniejsze, mogę wyjść z sali a On mnie nie szuka i nie biegnie za mną. Ostatnio nawet tak się bawił że udało mi się wypić kawę w drugiej sali, na spokojnie. Dorośleje mi Maleństwo :) Sam już je. Umie operować i łyżką i widelcem. Niektóre dania bardzo ładnie,czysto,  najgorzej mu idzie z jogurtami. Ale nie poddaje się, podłogę można umyć, ubranie uprać. Innej drogi nie ma ku samodzielności ... praktyka praktyka i jeszcze raz praktyka. Gorzej nam idzie z praktykowaniem załatwiania potrzeb na nocnik. Teorię już wyłożyłam :) Problem chyba większy tkwi w mamie aniżeli w synku :) Bo ja się przyzwyczaiłam do pieluch. Milan przynosi sam chusteczki, pampersa, kładzie się i raz dwa przebrany. Albo idzie do łazienki na przewijak i jeszcze sprawniej nam to idzie. Po zmianie, wstaje, dziękuję jak to ma w swym zwyczaju gestem głowy, przytula się i daje buziaka :) Ma wyuczony taki schemat, więc jak tu nie lubić zmieniania pieluch. Wiele czynności robimy według jakiś naszych schematów i prawie zawsze tak samo. Uważam, że to bardzo dobre dla obydwu stron. Tak samo jak plan dnia, stałe godziny snu itd itp. Ponad to Mały ma 14 zębów. Nie wiem ile waży i mierzy, ale rośnie, szczególnie w górę teraz. Jego rozwój jest teraz tak szybki, że codziennie zauważamy coś nowego. Nie będę się rozpisywać co On już potrafi. Bo wpadłabym jeszcze w większy zachwyt i podziw, a jednak muszę pamiętać że jestem rodzicem a nawet momentami muszę sobie to przypominać. Jego spojrzenia, uśmiechy, minki są w stanie rozkruszyć najtwardsze serca. W dodatku On doskonale wie kiedy ich używać :)  Dodam tylko, że na topie jest u nas farma :) oraz kredki. Mam Isze rysunki z przedszkola, wrzucę do następnego postu. Wracając do ... a raczej na farmę, to w szczególności Milan upodobał sobie ptactwo, z rozpoznawalnością prawie 100% w książeczkach, w bajkach, w zabawkach, na żywo też : ku - kogut, ko ko - kura, kwa kwa - kaczka, oraz gie gie - gąska, aha i ho ho - sowa, też ponoć żyje na roli wg Milana :):):) a teraz po mojemu - pa pa

piątek, 21 września 2012

21.09

Witaj blogu, witaj mój intymny świecie, witajcie Czytelnicy ... Velkommen Norge. Wróciliśmy. Tak naprawdę wróciliśmy w środę ale ja do dziś się szukałam. To, że się odnalazłam zaliczam do sukcesów. Ciężko żyć w dwóch światach. Lubię te nasze przesiedlenia tylko w jedną stronę, do Polski. Z Pl wraca mi się gorzej. Niby już chcę wrócić do normalności ... naszego normalnego trybu życia, normalnych dni, obowiązków ... ale gdy wsiadam do samochodu, zamykam za sobą drzwi, ruszamy w podróż i zdaję sobie sprawę że to się naprawdę dzieje, budzi się we mnie smutek, żal i strach przed tęsknotą. Z drugiej strony, jadę abyśmy byli razem, ja, Milan i Wojtek. Chociaż przyjdzie kiedyś taki dzień, kiedy Wojtek przyjedzie tu sam, bez nas. I wtedy też będzie mi równie albo nawet i bardziej ciężko. I strach przed tęsknotą będzie miał większe oczy. Tyle ze strony uczuciowej odnośnie naszych migracji. Ze wzgledów czysto praktycznych tez bardziej wolę wyjeżdżać z Norwegii aniżeli wracać z Polski. Po pierwsze z No lecimy samolotem ... szybko, sprawnie, swobodnie w sensie możliwości ruchu. Ostatnio byłam nie tylko dosłownie ale i w przenośni w niebie podczas lotu :) Dzieci dookoła marudziły, pojękiwały, a Milan siedział sam na siedzeniu z nogami na półce gdzie stało DVD i oglądał bajkę popijając przy tym mleko, czasem rzucając oko na Dziewczynkę siedzącą za Nami. Z Pl natomiast jedziemy samochodem ... długo, z przystankami, przypięci pasami, uziemieni. Jedyny plus że przesypiamy noc w kajucie i możemy odpocząć od jazdy około 12 godzin. Milan lubi podróże samochodem. W ogóle jest miłośnikiem motoryzacji. Przez pierwsze 400 km przez Szwecję, jadąc z Karlskrony do Oslo, prawie zapomnieliśmy że mamy Dziecko z tyłu, oglądał bajkę, spał. Ale przez kolejne 200 km przypominał nam się często. W ruch poszły kredki, blok, kolorowanki, cała farma, samochodziki, książeczki, portfel taty i telefon nawet dla dobra sprawy. Zaliczył nawet plac zabaw po trasie, bo przystanki też musieliśmy robić. Nie płakał, ale marudził i ewidentnie był już znudzony jazdą, do tego stopnia że przez ostanie 100 km próbował grzecznie usnąć, tuląc się do swojej tuluśki, osiągając zamierzony cel prawie u celu podróży. Po drugie logistycznie łatwiej spakować z No jedną walizkę aniżeli z Pl cały bagażnik. Ale to za nami,  meta, jesteśmy teraz tu, zapewne do grudnia. A jak było w Polsce ... jak zawsze super. Dużo się działo. Nie da się wszystkiego opisać. Rodzina cieszyła się z wspólnych dni, chwil z Milanem. On biegał, wściekał się, tryskał szczęściem :) Największym wydarzeniem był ślub i wesele mojej siostry :) o tym napiszę więcej gdy zamieszczę tu parę zdjęć z tego pięknego dnia. Byliśmy też na krótkiej wycieczce w Mikołajkach. Tylko 3dniowej, ze względu na prace wykończeniowe w naszym domku, ale atrakcji mieliśmy spokojnie na więcej. Niestety albo stety, bo zawsze można wrócić, gdyż część z nich dostępna była dla starszych Dzieci. Polecam. 

Na początek zdjęcia z owej krótkiej wyprawy:
Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie.

























Przystań jachtowa, Mikołajki. Jezioro Mikołajskie:



Galindia:






























Z innej bajki - Kraina Szczęścia, Jednorożec:




















Mieliśmy 2gą rocznicę ślubu 21 sierpnia. Mój mąż "zaszalał" i kupił mi kwiaty już na złote gody , na zaś :):):):)  nigdy nie wiadomo co nas czeka ... jutro, za parę lat. prosty przykład : ja się nie spodziewałam takiego gestu z Jego strony, On też na pewno nie mojej reakcji. To była wielka, naprawdę wielka niespodzianka :) Dziękuję.