Dziś tylko coś do pooglądania, jutro mam nadzieję coś do poczytania.
niedziela, 16 października 2011
piątek, 14 października 2011
14.10
Padam padam padam, solidaryzuję się z liściami za oknem. Na szczęście na razie tylko one spadają, deszcze łaskawie nas omijają. Wpadłam w ten jesienny klimat przez wczorajsze porządki generalne. Standardowo wytarłam kurz z mebli, odkurzyłam pomyłam podłogi, posegregowałam dokumenty. Ale niestandardowo przestawiłam mebel i umyłam każdą rzecz, rzeczulkę z półek :) I włączyłam pranie i ugotowałam obiad i byłam na spacerze i na zakupach z Milankiem i zmyłam naczynia i rozwiązałam krzyżówkę na kanapie przy kawie i wcale nie piszę tego aby usłyszeć brawa o nie nie nie, mnie po prostu takie rzeczy cieszą. Uwielbiam taki ład, porządek, aż czuć czystość w powietrzu. Tym bardziej się tym delektuję i cieszy mnie to bo teraz rzadziej niż kiedyś wpadam w porządkowytrans. A to kiedyś było niedawno - w ciąży. To był mój wtorkowy rytuał, kompleksowe sprzątanie mieszkania, od poczęcia do 41 tygodnia. Teraz robię to na raty, jeden dzień łazienka, drugiego i trzeciego nic, czwartego kurze, piątego podłogi albo i nie, albo w innej kolejności, albo coś ominę ale na bank co dwa tygodnie. Za szkoda mi czasu wolnego. Milan mnie wyleczył z przesadyzmu i choć niektórym. którzy nie mieli ze mną kontaktu w ciąży będzie w to trudno uwierzyć, z pedantyzmu. Tak, moje zachowanie zdecydowanie miało znamiona pedantyzmu. Ale już zmądrzałam, bo w tych kategoriach też muszę to oceniać. Bo ! rozpieściłam mojego Wojtka do wszelkich granic możliwości. W ciąży byłam na zwolnieniu lekarskim od 2 msc. Będąc w domu byłam na najwyższych obrotach. Wojtek nie miał praktycznie żadnych obowiązków, bo ja zasuwałam jak króliczek z reklamy z Duracella. Czułam się świetnie i chciałam jak najwięcej się ruszać i funkcjonować normalnie. W trakcie zapomniałam że człowiek jest taką istotą, która do dobrego się bardzo szybko przyzwyczaja. Człowiekiem owym w tym konkretnym przypadku był mój mąż. Teraz siłą rzeczy podział obowiązków musiał się zmienić. Czasem organizuje sobotnie wspólne porządki, taki oryginalny sposób na rodzinne i jakże modne aktywne spędzanie czasu :) W weekendy nie urzęduję w kuchni. Interesuje mnie tylko niedzielne śniadanie i ponad to nawet palcem tam nie drgnę, a kordzi mnie oj kordzi. Kuchenka ze smugami, zlew nie wytarty, na blacie okruszki .... przeżywam wewnętrzne rozdarcie: sprzątnąć i poprawić czy nie przez co docenić Wojtka. Już nie wtrącam się, nie pouczam,nie poprawiam, doceniam.
Nie sprzątnęłabym mieszkania i nie zrobiła innych wielu rzeczy gdyby Milan był innym dzieckiem. A On spał sobie w wózeczku na tarasie. Teraz leży na brzuszku i ogląda bajki i tez mam czas aby napisać ta notatkę. Taki grzeczny Słodziaczek z Niego :)
Ale potrafi też pokazać różki . Milan uwielbiał się kąpać. Uwielbiał, bo ostatnio przy każdej kąpieli krzyk. Coś niespotykanego dotychczas. Zaczeliśmy kombinować. Efekt owych jest bardzo zadowalający. Milan znów lubi kąpiel, a wystarczyła zwykła głęboka miska :) Czasem proste rozwiązania są najlepsze :)
Nie sprzątnęłabym mieszkania i nie zrobiła innych wielu rzeczy gdyby Milan był innym dzieckiem. A On spał sobie w wózeczku na tarasie. Teraz leży na brzuszku i ogląda bajki i tez mam czas aby napisać ta notatkę. Taki grzeczny Słodziaczek z Niego :)
Ale potrafi też pokazać różki . Milan uwielbiał się kąpać. Uwielbiał, bo ostatnio przy każdej kąpieli krzyk. Coś niespotykanego dotychczas. Zaczeliśmy kombinować. Efekt owych jest bardzo zadowalający. Milan znów lubi kąpiel, a wystarczyła zwykła głęboka miska :) Czasem proste rozwiązania są najlepsze :)
poniedziałek, 10 października 2011
10.10
OOO zgrozo :) !!!! Zaniedbałam się, ponad tydzień w ciszy, zero nowości ,ale tylko na blogu, w życiu się działo :) a tak serio to się "odcykam" ostatnio, nie ma mowy o zaniedbaniu, zakładam sukienki i .... czekam na dzień kobiet i zastanawiam się czy przy okazji tego święta też dostanę kwiaty :):):) A Milan ...
Milanek ma już prawie dwa nowe nabytki :) Górne dwójki idą ostro, nieomalże po trupach do celu, ale najgorsze mamy chyba już za sobą, wytrzymaliśmy. Tak szczerze tu wyolbrzymiam, nie było aż tak ciężko, ale gdy dziecko prawie nigdy nie marudzące - marudzi, nie płaczące bez powodu- zanosi się, śpiące 3 czasem 4 godziny w dzień- nie śpi wcale, no to coś jest nie tak i ewidentnie da się to odczuć. Miesiąc temu Iszym ząbkom nie towarzyszyła taka aura, dlatego też min. taka tygodniowa susza na blogu. Siadałam coś wklepać i wstawałam i siadałam i wstawałam i coś innego robiłam przez chwile spokoju i się delektowałam tym błogostanem i skaypowałam i kończyłam owe aby coś napisać i kończył Milan swe spanko i zarazem ja swe czcze gadanie :) No. No właśnie miesiąc temu jak już wspomniałam Milanowi wyszły Isze ząbki i tego samego dnia wyszła Maja :) Przepraszam, ale taka natura, tak ten świat stworzony. Byliśmy w tym czasie ciszy blogowej zapoznać się z Majcią, Ona tez już zdążyła złożyć nam re-wizytę :) A ja nic, absolutna bezmyślność- nawet fotki im nie strzeliłam wspólnej. Było miło, tak sobie porozmawiać, min. o tym jak czas leci jak szalony- 1,5 roku temu snułyśmy plany o dzieciach teraz już obydwie trzymamy nasze Pociechy w ramionach :) Milan uśmiechał się do koleżanki a nawet śmiał się w głos, a gdy zaczynała płakać to się z Nią solidaryzował i dawali nam koncert na dwa głosy :) Tylko separacja przerywała ten zgrany duet. Dobrze że znaleźlismy jakąś metodę na turn off, bo szli w zaparte, które głośniej, które lepiej. Rywalizację mają we krwi :):):) bynajmniej na tej płaszczyźnie. Cóż u nas więcej...
A no Milanowi udało się przespać cała nockę !!! Jednorazowy to był incydent ależ jaki miły i zaskakujący :) Dobre dni już mamy, czyżby szło ku superowym ??? Okaże się :) Na pewno czas pokaże.
To chyba tyle u nas nowego. Załączam parę zdjęć i idę odgrzewać kurczaka w manierce :):):) Ciekawe co :) Takie dania się jada u nas na obiady... oryginalne i niespotykane :) Wojtek miał na myśli panierkę a na talerzach wylądował kurczak w cieście naleśnikowym :)
Aha i jeszcze mały zbieg okoliczności. Dziś 10.10 miałam wizytę u lekarza na 10:10 :) a teraz już serio paps
Milanek ma już prawie dwa nowe nabytki :) Górne dwójki idą ostro, nieomalże po trupach do celu, ale najgorsze mamy chyba już za sobą, wytrzymaliśmy. Tak szczerze tu wyolbrzymiam, nie było aż tak ciężko, ale gdy dziecko prawie nigdy nie marudzące - marudzi, nie płaczące bez powodu- zanosi się, śpiące 3 czasem 4 godziny w dzień- nie śpi wcale, no to coś jest nie tak i ewidentnie da się to odczuć. Miesiąc temu Iszym ząbkom nie towarzyszyła taka aura, dlatego też min. taka tygodniowa susza na blogu. Siadałam coś wklepać i wstawałam i siadałam i wstawałam i coś innego robiłam przez chwile spokoju i się delektowałam tym błogostanem i skaypowałam i kończyłam owe aby coś napisać i kończył Milan swe spanko i zarazem ja swe czcze gadanie :) No. No właśnie miesiąc temu jak już wspomniałam Milanowi wyszły Isze ząbki i tego samego dnia wyszła Maja :) Przepraszam, ale taka natura, tak ten świat stworzony. Byliśmy w tym czasie ciszy blogowej zapoznać się z Majcią, Ona tez już zdążyła złożyć nam re-wizytę :) A ja nic, absolutna bezmyślność- nawet fotki im nie strzeliłam wspólnej. Było miło, tak sobie porozmawiać, min. o tym jak czas leci jak szalony- 1,5 roku temu snułyśmy plany o dzieciach teraz już obydwie trzymamy nasze Pociechy w ramionach :) Milan uśmiechał się do koleżanki a nawet śmiał się w głos, a gdy zaczynała płakać to się z Nią solidaryzował i dawali nam koncert na dwa głosy :) Tylko separacja przerywała ten zgrany duet. Dobrze że znaleźlismy jakąś metodę na turn off, bo szli w zaparte, które głośniej, które lepiej. Rywalizację mają we krwi :):):) bynajmniej na tej płaszczyźnie. Cóż u nas więcej...
A no Milanowi udało się przespać cała nockę !!! Jednorazowy to był incydent ależ jaki miły i zaskakujący :) Dobre dni już mamy, czyżby szło ku superowym ??? Okaże się :) Na pewno czas pokaże.
To chyba tyle u nas nowego. Załączam parę zdjęć i idę odgrzewać kurczaka w manierce :):):) Ciekawe co :) Takie dania się jada u nas na obiady... oryginalne i niespotykane :) Wojtek miał na myśli panierkę a na talerzach wylądował kurczak w cieście naleśnikowym :)
Aha i jeszcze mały zbieg okoliczności. Dziś 10.10 miałam wizytę u lekarza na 10:10 :) a teraz już serio paps
sobota, 1 października 2011
1. 10
Weekend zaczął się zaskakująco, obudził mnie przed 9 sms. Odczytałam, nadstawiłam ucho - telewizor nie gra, Milana nie słychać a co najlepsze Wojtek leży przy mnie- no teraz to już nic mi nie gra :) A Nasze Maleństwo nadal spało :) Zdarza mu się pospać do 9 ale w tygodniu, nigdy w weekend a tu proszę niespodzianka :) Zawsze sie dzielimy - w sobotę ja spie a Wojtek wstaje z Milanem, w niedzielę zmiana. A dziś wstaliśmy obydwoje przed naszym Synkiem :) Od niespodzianki zaczął też sie ten weekend. Mianowicie dostałam piękny bukiet. Ja wiem że mam trochę cech męskich , nie jestem zbyt subtelna i delikatna, noszę spodnie dosłownie i w przenośni ale żeby od razu kwiaty na Dzień Chłopaka hahahaha Żartuję oczywiście. Wojtek ma czasem gest i wpada do domu z kwiatami. Coraz rzadziej co prawda ale doceniam to. Moje Chłopaki dostali wymarzony prezent z okazji Dnia Chłopaka - kluczyki do naszego nowego samochodu. Dosłownie dostali, a szczególnie ten Duży, bo dłuuugo nie dawałam się namówić na ten zakup. W końcu zmiękłam, dostrzegłam plusy, a niech tam :) Także te kwiaty nie są takie zupełnie nieuzasadnione :)
Przeglądając galerię natknęłam się na parę fajnych zdjęć (mam nadzieję że nie tylko dla mnie). Mówią że kwiatów nie mozna zasuszać bo miłość uschnie, ja jestem bardzo zabobonna i wszystkie wyrzucam. Na pamiątkę robię zawsze masę zdjęć. I tak nieskromnie ocenię siebie że nawet niezłe te fotki. Marnuję się, powinnam strzelać foty po weselach i się dorabiać :) Wiem, brzmi to nieskromnie ale ja mam taki żart i się potrafię z siebie śmiać. Chociaż pół żartem, pół serio to nie są takie złe te zdjęcia, sami zobaczcie. A cykam Nikonem D3000. Jak sie kliknie na zdjęcie to sie otworzy w nowym oknie, duże, wtedy jest dobra jakość.
Najpiękniejszy Kwiatuszek ze swoim "dudunkiem". Wojtek tak nazwał smoka i sie przyjęło :) Dziwna nazwa - dudun :D:D:D:D Ale jest i koniec, tak samo jak i psiuka czytaj cos gazowanego, bunczuczna- nie w humorze i wiele innych których teraz nie pamietam. I jeszcze więcej których jeszcze nie usłyszałam,a napewno coś On stworzy bo niezły z Niego "politolog" :):):):) Wracając do duduna, to jest On teraz ulubioną zabawką po pilocie.
Przeglądając galerię natknęłam się na parę fajnych zdjęć (mam nadzieję że nie tylko dla mnie). Mówią że kwiatów nie mozna zasuszać bo miłość uschnie, ja jestem bardzo zabobonna i wszystkie wyrzucam. Na pamiątkę robię zawsze masę zdjęć. I tak nieskromnie ocenię siebie że nawet niezłe te fotki. Marnuję się, powinnam strzelać foty po weselach i się dorabiać :) Wiem, brzmi to nieskromnie ale ja mam taki żart i się potrafię z siebie śmiać. Chociaż pół żartem, pół serio to nie są takie złe te zdjęcia, sami zobaczcie. A cykam Nikonem D3000. Jak sie kliknie na zdjęcie to sie otworzy w nowym oknie, duże, wtedy jest dobra jakość.
Najpiękniejszy Kwiatuszek ze swoim "dudunkiem". Wojtek tak nazwał smoka i sie przyjęło :) Dziwna nazwa - dudun :D:D:D:D Ale jest i koniec, tak samo jak i psiuka czytaj cos gazowanego, bunczuczna- nie w humorze i wiele innych których teraz nie pamietam. I jeszcze więcej których jeszcze nie usłyszałam,a napewno coś On stworzy bo niezły z Niego "politolog" :):):):) Wracając do duduna, to jest On teraz ulubioną zabawką po pilocie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)