piątek, 25 listopada 2011

25.11

Dziś , w końcu dawka zdjęć :):):)
Dla taty, że z głodu nie umrę na... no właśnie nie wiem już sama gdzie : na obczyźnie czy w ojczyźnie ??!!


I inne :) Monotematycznie ale za to dużo :)














 A teraz The Beściaki :):):) !!!!!!! Skarpetki Rulezzz !!!! :):):)




środa, 23 listopada 2011

23.11

U nas lepiej, Milan wraca w swój rytm z każdym dniem. Największym problemem jest wieczorne usypianie. I mama która ciągle zapomina o "rytuałach". Milan musi się chyba wyciszyć przed snem. A ja dla zmęczenia daję mu zabawki, włączam bajkę. Efekt był odwrotny - rozbudzał się. Wczoraj wywnioskowałam że On potrzebuję takiego wyciszenie przed snem. Tylko ja i On. no i właśnie praktykujemy, także kończę bo Synek już na kolanach u mamy :) pa

poniedziałek, 21 listopada 2011

21. 11

U nas mała REWOLUCJA !!! Wieczorami w Milanie się budzi ta natura rewolucyjna. Nie chce leżeć w łóżeczku ani wieczorem przed snem ani rano :( I to akurat wtedy nastąpiła ta zmiana gdy wypowiedziałam magiczne słowa że jestem zaskoczona że Milan tak się zaaklimatyzował. Bo były wieczory że wyszłam z pokoju zanieść butelkę, wracam a Słodziak śpi :) A teraz jak Słodziak usypia ??? A no wczoraj na siedząco na kanapie z głową na kolanach -  SWOICH. Zrozumiałabym gdyby to miało miejsce tydzień temu, gdy przylecieliśmy. Ale teraz ??? Po tygodniu, że niby odpodobało mu się łóżeczko ??? Nie wiem. Będę kombinować. Z nowości Milankowych, to ababababa od rana do wieczora rozbrzmiewa w domu. Milana nauczyły ciocie jeść chrupki, takie to goście :):):) Ponad to jest bardzo bardzo energiczny, pomysłowy, kładzie się na brzuszek z własnej woli,  przekłada się na wszystkie strony, poznaje możliwości swojego ciała. No i pomimo tej całej rewolucji jest prze- sło- dki :):):) 

sobota, 19 listopada 2011

18.11

Żyję. Nadaję z polskiej ziemii :) Wylądowaliśmy w niedzielę koło 21:16 po batalii w mieszkaniu w Oslo. To była prawdziwa przeprawa !!! Ja chora, Milan zaczął gorączkować. W końcu organizm się poddał i w piątek przed wylotem pojawił się katar i kaszel. Cały entuzjazm z powodu wyjazdu do Pl znikł. Jak tu się cieszyć, skoro ja chora i Milan, noc nieprzespana, bo Bidulek miał zawalony nos a przede mną pakowanie i perspektywa lotu z chorym dzieckiem. A owe pakowanie to był największy orzech do zgryzienia. Spakować w jedną walizkę siebie i synka na dwu miesięczną wyprawę !!! Zaczęłam w sobotę skończyłam 5 minut przed wyjazdem na lotnisko. Przygotowywałam, składałam, przekładałam, pisałam listy, rozważałam, porównywałam i w ostateczności przed wyjazdem na lotnisko znów wszystko wypakowałam i spakowałam raz jeszcze bo żadnymi znanymi nam siłami i sposobami nie mogliśmy zamknąć walizki, w którą napakowałam 25kg ubrań i kosmetyków. W tym tych ostatnich większość Milana, ja co do firm kosmetycznych zupełnie nie jestem wybredna a On a i owszem bardzo.Gdy pokonałam Iszy etap naszej podróży - pakowanie. Przyszedł czas na IIgi - lotnisko Gardermoen. Tam poszło nam sprawnie. Wojtek mógł nam pomóc aż do przejścia przez bramki po kontroli osobistej. Nie obyło się bez łez :( Wojtek wiadomo, a Ja za Niego. Niby tylko miesiąc nie będziemy się widzieć, My, ale wiadomo że najbardziej chodzi o Nich : Milana i Wojtka. Ale dla Wojtka to będzie bardzo ciężki czas. Pobudki samotne, powroty do pustego domu, brak rytuału wieczornego i samotne zasypianie. Łzy leciały mi ciurkiem, po prostu mimo woli. Przy wejściu na halę odlotów zapakowałam inwentarz: Milana i torbę do wózka i pojechaliśmy. Rozpoczął się III-ci etap co do którego miałam najwięcej obaw - lot. Patrzyłam co 15 minut na zegarek ciesząc się że Milan nie marudzi, zachowuje się przyzwoicie i nie jest uciążliwy dla współpodróżujących. I tak cały lot :):):):) Iszą godzinkę się rozglądał i podziwiał, IIgą oglądał bajki. Pełen luz i komfort, tylko matka zeschizowana :) Wylądowaliśmy. Szczęście niepojęte dla odbierających nas z lotniska :):):) Siostra ma chwyciła Milana na ręcę i biegiem do samochodu, co najmniej jakby to było odbicie Go z rąk jakiś porywaczy, najeźdźców i innych im podobnych :) Isza nocka na nowej ziemii była ciężka. Milan usnął koło 4 nad ranem. Zmiana otoczenia, inny wystrój, masa emocji, nowe twarze i głosy, inny smak mleka, chciałam się rozpędzić i napisać inna wanienka a tu się należy napisać po prostu wanienka a nie miska. Pomimo że zapakowałam parę ulubionych gadżetów. Aklimatyzacja trwała jeszcze przez najbliższe dni. Bo jak tu spać skoro Ktoś znów przyszedł i w dodatku rozmawia ze mną i się śmieje i zabawia i kuka i guga i cuda wianki ??? A no absolutnie nie spać tylko się rozglądać, cieszyć a potem marudzić. Taki logiczny związek przyczynowo-skutkowy. Staraliśmy się jakoś ułatwić Milanowi ten ciężki dla Niego proces. Na lodówce zawisł plan dnia; karmienie odbywa się w ciszy, kameralnie; pożyczyliśmy wózek , ba mało powiedziane korzystając z uprzejmości wózki; Milan śpi znów na dworze; a kąpieli zażywa w pojemniku na zabawki :) I jest spokój :) W miarę, bez szaleństwa. Są odstępstwa, rozumiem a raczej staram się zrozumieć że babcie, dziadkowie, prababcie, ciocie oraz wujkowie nie widzieli Go długo, więc przymykam trochę oko na noszenie Go na rękach, ale tylko trochę. A czasem o tym zapominam :) Nie chcę Go rozpieścić, dla Jego dobra. W styczniu pojedziemy do No i ja nie będę Go nosić na rękach cały dzień. Fizycznie to ponad moje siły, chociaż masy mi nie brak :):):) A drugi aspekt to Jego uzależnienie, nic bym w domu nie zrobiła, bo Milan potrzebowałby mojej obecności, nie umiałby się sam bawić, oglądanie bajek stałoby się nudne, co teraz jest dla Niego normalne. Muszę interweniować i mieć oczy otwarte :):):) Tak Milanku to dla Twojego dobra :) Teraz śpisz sobie na dwórku pod okienkiem. Ciocia Marta wzięła Cię po obiadku na spacerek, powoziła, dzięki czemu mama miała chwilę aby napisać ten post. Tak więc wróciliśmy do normy. Obiecuję pisać częściej. Nie wzięłam aparatu dlatego póki co bez zdjęć :( pozdrawiamy Wszystkich czytających a najbardziej tych z Oslo w tym całusy dla Tatusia, bo teraz ma nas ponoć czytać :D

poniedziałek, 7 listopada 2011

7.11

A u mnie jak nic to nic, cisza dwa tygodnie prawie na blogu, a jak się rozszaleje to się piszę co drugi dzień :) W sumie to nie chciałam nic napisać, bo nowości nie mamy. Wpadłam wrzucić parę zdjęć. Ale skoro już jestem .... :) Więc, ja walczę z przeziębieniem nadal, ale nie jestem już sama na polu bitwy, mam posiłki: rutinoscorbin. Nie dało się bez. Najważniejsze aby Milan nie załapał ode mnie infekcji. Wczoraj się wylegiwałam, kurowałam, wygrzewałam. Miałam warunki :) A dziś wstałam i poczułam się gorzej. Gdzie tu logika ??? Siedzimy znów w domu :( buuuuuuu








Aaaaa i zapomniana ale aktualna sprawa !!! Półroczynki :):):) zasymbolizowaliśmy zmianą "duduna". Żabę zastąpiła kaczuszka :) Zostaliśmy przy wodnej tematyce.



sobota, 5 listopada 2011

5.11

Tak dużo chciałabym napisać, tak wiele upamiętnić na tym blogu, każdą nową minkę zatrzymać w kadrze ... ale w obecnej sytuacji jest to niewykonalne :( Usprawiedliwiałam się troszkę w poprzednim poście, dziś rozwinięcie. Zacznę od najważniejszego w hierarchii - Milana. Ciężki miał tydzień, na szczęście miał :) Od wczoraj wraca do normy :) Dziś śpi już słodko za oknem. A w tygodniu spał owszem, ale po 1,5h prawie na siedząco w leżaczku. Skąd ta rewolucja, nie mam pojęcia, ale zaskoczona byłam bardzo i zmęczona tym rytmem. Dziś sobie trochę odbiłam- pospałam do 10:30 :D Potrzebowałam tego. Wyspać się, wygrzać, bo od czwartku z zadowalającym skutkiem walczę z przeziębieniem. Moc mleka z czosnkiem poznałam w ciąży. Mikstura ta wyparła z naszej apteczki gripex i fervex i inne im podobne. Dla mnie re - we - la - cja. Tymbardziej że mam taką ugodowa naturę, że jak ma mi coś pomóc to wszystko przełknę. To od maleńkości, a od dorosłości mam naturę antylekową - antybiotykową. Teraz czosnek w tabletkach, witaminka C, woda morska na katar, domowe sposoby, jednym słowem mało inwazyjne. A kiedyś leki i antybiotyki. A rano z mokrymi włosami na dwór !!! Absurd. Jednak człowiek mądrzeje z wiekiem. Alleluja :):):):) No właśnie a propos błędów i głupot młodości nie sposób ominąć tu Wojtka. 8 lat temu miał wypadek, przednia szyba rozbiła się na Jego twarzy. Szczegóły pominę, dodam tylko że był pasażerem. Blizny codziennie przypominają mu ta niefortunną przejażdżkę, ale pół roku temu zaczęło też Go coś kuć pod powieką i robił się krwiak podczas mycia twarzy. Jak się okazało to kawałek szyby sprzed 8miu lat dał o sobie znać. A że mój Wojtek ma naturę jakby na to nie patrzeć no ... bardzo badawczą i poznawczą :):):) To tydzień temu w sobotę wygrzebał sobie kawałek tego szkiełka z powieki !!!! Zszokowani znaleziskiem sobotnie popołudnie spędziliśmy a to w jednym  a to w drugim szpitalu i wróciliśmy do domu z tym ciałem obcym, bo kwalifikuje się ono pod nóż najprawdopodobniej chirurga, a w lajtowej wersji okulisty. Na dzien dzisiejszy intruz siedzi w powiece nadal. Mamy skierowanie do specjalisty, w poniedziałek będę działać w kierunku usunięcia go.
Wracając do Milanka. Moje , nasze Dzieciątko skończyło 6 msc :) Niby ciśnie mi się na usta kiedy ??? Ale z drugiej strony wcale to nie było takie hop siup :) Od ''nowości" Milan spał po 5 czasem po7 godzin w dzień, super przesypiał nockę, ale nie był to łatwy czas dla mnie, dla nas. Nastąpiła rewolucja, świat nam się przewartościował, zmieniły się oczekiwania wobec siebie , mowa tu o mnie i o Wojtku, i do tego moja burza hormonów ... chyba to był typowy baby blues. Planowana ciąża, miłość, szczęśliwe życie, unormowane, prawie trzy lata wspólnego mieszkania, idealny podział obowiązków, wielkie nadzieje na przyszłe życie przede wszystkim To malutkie w moim łonie, planowanie, rozmyślanie jak to będzie jaki On będzie. I nagle Jest, tylko że naszego starego życia z tymi wszystkimi jego przymiotami już nie ma !!! Dlatego ciężki był to czas. Miłość skupiła się na Milanku. Ta największa, bo między nami też była ale już nie taka. Nasza uwaga, nasze życie i myśli skupiały się na Milanie. Zapomnieliśmy trochę o sobie. Wakacje w Polsce bardzo nam pomogły zrobić duży krok na drodze ku idealnej przeszłości. Mieliśmy czas dla siebie, mogliśmy gdzieś wyjść, zatęsknić za zapachem naszego Synka. Bardzo to było nam potrzebne. Teraz stawiamy kolejne mniejsze już kroczki, ale nadal w dobrym kierunku. I będziemy dążyć do celu. Będziemy, pomimo tego że to mój blog, Wojtek nawet tu nie zagląda i nie czyta, "bo w tym właśnie jest ambaras żeby dwoje chciało naraz". Ja sama bądź On sam nie zbudujemy szczęśliwego My. Teraz Milan ma już pół, roku, szok !!! Każdy Jego uśmiech, nowa minka, nowy dźwięk zbliża nas do siebie. Jesteśmy normalnym małżeństwem, mamy też ciche chwile, ale wystarczy coś nowego Milana i nawet takie chwile znikają. Dziecko jest wspaniałym łącznikiem, to prawda. Ale w sumie to ja to piszę bo się tak zastanawiam jak to jest. Czy lepiej ułożyć sobie życie domowe, rodzinne przed pojawianiem się Dziecka, bo potem się wie w którym kierunku zmierzać ??? Że niby wtedy łatwiej jest, bo się wie czego się chce, ale z drugiej strony nie, bo rośnie rozgoryczenie że było tak super a zepsuliśmy to. Czy startować z wprowadzeniem zasad w modelu już 2 + 1 ??? Tylko czy to nie jest za późno już wtedy ??? A może nie wprowadzać żadnych zasad, nie mówić o swoich oczekiwaniach ??? Chociaż z drugiej strony są kobiety dla których jest naturalne w 100% to że sprzątają, gotują, robią zakupy, piorą, opiekują się dzieckiem i dbają o domowe ognisko bo taka nasza kobieca rola ponoć ??? Ciekawe.  Strasznie mnie to ciekawi, bo wiem już że dla matki najważniejsze jest szczęście Dziecka ale czy ta matka pamięta o swoim szczęściu na może nie wszystkich ale wielu  płaszczyznach życia ?? Skomplikowane to bardzo. Wiele pytań bez odpowiedzi. Każdy żyje po swojemu, Jedną z nas żon - matek ucieszy obiad ugotowany przez męża, drugą miłe słowo, a trzecią to że Owy  zajmuje się dzieckiem. Na pewno ile ludzi tyle charakterów, tyle potrzeb i powodów do radości. A puentą najlepszą będzie chyba to że najważniejsze oby te radości były, małe, malutkie, większe i te duże i abyśmy umieli je dostrzegać, to bardzo ważne. Tego życzę wszystkim Czytającym :) pa

czwartek, 3 listopada 2011

3. 11

Tak bardzo chciałam napisać coś jeszcze w październiku a mamy już listopad !!! Nie do wiary jak ten czas szybko leci. Sporo u nas nowego. Mnie łupie w kościach, odganiam choróbsko herbatą i chowam się przed nią pod kocem. Wojtek ma awarię oka - wspomnienie wypadku sprzed 8 lat. Ale Milan i tak jest the best !!! Bo nasze dolegliwości zawojował swoim przeorganizowaniem dnia. Ale o tym wszystkim potem. Teraz tylko zdjęcia pół rocznego Milanka :) Szybka charakterystyka postaci: Ma pół roku, cztery zęby, koło 74 cm, waży ponad 10 kg, siedzi samodzielnie, przechodzi od tygodnia niemowlęcy bunt, zamyka oczy do zdjęć, nie śpi już na dworzu,  bo usypia na siedząco przed tv - idzie w ślady dziadka, jest fanem motoryzacji, chociaż nie ma pojęcia co to jest :):):)