czwartek, 16 lutego 2012

16.02

Poniekąd muszę edytować mój ostatni post :) Ale uczynię to w ten sposób, że napiszę nowy. Zmiany. Dziś już zaczynam kurs. Inny, i właściwie nie zaczynam a dołączam do grupy bo już wystartowali. We wtorek z rozbiegu zaczęłam szukać książek na kurs ten weekendowy (już nieaktualny). Po sprawdzeniu cen w księgarniach, uruchomiłam portal Polaków w Norge. Znalazłam zestaw w bardzo przystępnej cenie, zadzwoniłam, umówiłam się, wieczorem pojechaliśmy. Rzeczywiście książki nowe, nieużywane. Zdziwiłam się ale przede wszystkim ucieszyłam bo to z korzyścią dla mnie. Nawiązała się rozmowa, okazało się że dziewczyna sprzedaje książki bo sytuacja zmusza ich do wyjazdu a tyle co zaczęła kurs. Ot to mi się od razu na te magiczne teraz dla mnie słowo kurs zapaliła żaróweczka :) Ona odchodzi bo musi, chwali i żałuje więc może ja na Jej miejsce się wkręcę. Udzieliła mi informacji, dała numer - głodna wiedzy zadzwoniłam. Kurs ten ma być bardziej intensywny, nauczyciel zakłada większą ilość materiału do przerobienia, tzn więcej zadań do domu, większe wymagania - mam nadzieję. Tyle od strony dydaktycznej, jak będzie okaże się. Jeśli chodzi o godziny zajęć. To ten ma się odbywać dwa razy w tygodniu w tym samym wymiarze godzin. Ale na cały kurs wychodzi tych godzin więcej niż na weekendowym - dłużej trwa. Zajęcia w poniedziałki i czwartki. To plus, bo na weekendowym sobota i niedziela , co wiąże się z zapewne nie zadawaniem dużej ilości materiału do domu w sobotę, tylko w niedzielę. A tu wymagać będzie zawsze, i jest więcej czasu do utrwalenia sobie przerobionego materiału. Z Milanem czy to byłby weekend czy wieczór zostawałby i tak Wojtek, więc tu nie było plusów ani minusów w wyborze. Chociaż jest jeden wielki plus dla Wojtka. Ja będę wracać po 21, więc przed Nim samodzielne kąpanie Juniora. Mnie sytuacja raz zmusiła do tego. Zawsze kapiemy Go obydwoje. W weekendy byłabym wieczorem w domu. Ale mówi żebym na to nie patrzyła, da sobie radę. Ja wiem, że wykąpanie dziecka to nie jest wielki wyczyn, ale jak zawsze się to robi we dwoje - jest komu podać ręcznik, komu podnieść, podać pampersa, piżamkę. Wchodzi w krew taki schemat. Jeśli chodzi o sprawy materialne, to ceny kursów są przybliżone. Z tym, że na tym tygodniowym jest większy wymiar godzin w tej cenie. Ale , że 4 albo 5 lekcji się już odbyło, to ja wynegocjowałam inną cenę :) Dostałam zniżki prawie połowę :) Więc rzecz jasna że idę na kurs w tygodniu i to już dziś !!!  W związku z tym że kurs się już zaczął, to muszę przerobić sama 4 rozdziały. Dwa już pochłonęłam wczoraj. Zostały dwa. Nadrobię przez weekend. Ale już dziś jest kartkówka z tego materiału. Więc zmykam sobie odświeżać wiedzę którą kiedyś sama w domowym zaciszu sobie do głowy wbijałam - i wiecie co zaskoczyłam się bo dużo pamiętam.
Mała korekta odnośnie Walentynek. Mój mąż obszedł to święto. Na szczęście dostałam malutki bardzo wymowny bukiecik. Dla Niego to tradycja, nieważne że komercyjna, że zapożyczona ... dla Niego to prawie na równi z Dniem Kobiet. Długo o tym debatowaliśmy. Zdziwił się, że mam teraz poglądy anty skoro byłam zawsze pro. I wiecie co ? Zabrakło mi argumentów na tą moją antywalentykową tezę. W związku z tym za rok chyba będą u nas Walentynki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz